O autorze
Karierę rozpoczął w Gwardii Wrocław, reprezentował barwy trzynastu czołowych klubów w Polsce i za granicą. W prestiżowej Eurolidze grał 8 lat z pięcioma klubami a zadebiutował w tych rozgrywkach, jako pierwszy Polak, w 1996r. ze Spirou Charleroi. Barwy narodowe reprezentował 149 razy, zdobył osiem tytułów Mistrza Polski i mistrzostwo Belgii, wielokrotnie nagradzany tytułem MVP polskiej ekstraklasy. Najlepszy strzelec w historii Polskiej Ligi Koszykówki z wynikiem 10087 punktów. W roku 2012 zakończył karierę w barwach Śląska Wrocław.

Dwójka dla PLK i Oławów dwóch.

Nie, nie, dobrze Państwo czytacie, nie popełniłem błędu w tytule. Będzie dokładnie NA(ten)TEMAT. Napisałem w pierwszym blogu, że czekam na pytania i komentarze. No i dostałem, to com chciał. Bardzo dziękuję na ten doping ("dawaj, Adaś, dawaj…") i mnóstwo ciepłych słów od znajomych i kibiców z różnych stron Polski. Mówienie, że internauci są nieżyczliwi, to jakaś ściema, a i w realu czuję się rozpieszczany już po tej blogowej rozgrzewce. Nie ma obawy, wyżej już nie urosnę. Ale wracajmy na parkiet bloga...




Pierwsze pytanie dotyczyło tego co tu i teraz, czyli mojego zdania o systemie rozgrywek Polskiej Ligi Koszykówki, a jeden z pierwszych komentarzy przypomniał Oławę, miasto w którym spędziłem dzieciństwo oraz mój pseudonim z czasów Gwardii, a potem Śląska Wrocław.


Jeśli chodzi o PLK sprawa jest prosta. Uważam, że decyzja PLK, to był rzut za dwa punkty. Tyle, że do własnego kosza. Zwolnienie Asseco z pierwszej części rozgrywek i podział ligi na sześcio- oraz ośmio- drużynowe grupy był podwójnie niesprawiedliwy. Już widać, że ten pomysł przynosi skutki odwrotne do zamierzonych. Asseco w Lidze VTB pewnie zyskał sportowo, ale czy kibice w Gdyni nie woleliby oglądać swoich ulubieńców w starciu z polskimi rywalami?
Znakomite mecze w Eurolidze zapewniały przecież kontakt z europejską czołówką. Osobnym problemem jest fakt, że ciężko pracuje się z zespołem, który przegrywa mecz za meczem, czy stąd te dramatyczne zmiany w klubie?

Atrakcyjność i sportowy poziom polskiej ligi ma się podwyższyć, więc może nie zaczynajmy od jego obniżania. Owszem teraz sportowa rywalizacja będzie intensywniejsza, ale dla sześciu drużyn w sześciu miastach, podczas walki o rozstawienie.

Moja ukochana dyscyplina sportu miała zyskać na atrakcyjności, tymczasem system punktacji jest dla wielu ludzi niezrozumiały, a kibice pozostałych ośmiu zespołów przez najbliższe dwa miesiące pozbawieni zostali możliwości oglądania w swoich halach najlepszych polskich drużyn. To może wpłynąć negatywnie na frekwencję w halach.

Złośliwi powiedzą, że Śląsk, Adama Wójcika i wrocławskich kibiców dotknęło to najbardziej, bo Wrocław będzie oglądał mniej atrakcyjne mecze. Rzeczywiście, moja drużyna znalazła się na szóstym miejscu, które okazało się siódmym i być może nie będzie miała już okazji powalczyć z Treflem Sopot czy Czarnymi Słupsk (z którymi wygraliśmy) lub zrewanżować się Anwilowi i Turowowi (z którym toczyliśmy piękne, widowiskowe pojedynki), albo po raz pierwszy od 4 lat zmierzyć się z ogranym w Eurolidze Asseco.

Pozostaje mi wierzyć w kibiców koszykówki i mieć nadzieję, że i tak przyjdą dopingować swoich ulubieńców. Albo ich pozytywnie podkręcać. Mnie zmieniają cyferki na „Liczniku Oławy”. Teraz wskazuje 11. Tylu punktów mi brakuje do 10 000. W sobotę gramy w Koszalinie, w przyszłą środę we Wrocławiu z Poznaniem. Trzymajcie kciuki.

A pseudonim „Oława” wrócił do mnie w zabawnych okolicznościach. Taką samą ksywę nosił kilkanaście lat temu sławny gangster z podwrocławskiej miejscowości. Kiedyś usłyszałem w radiu, że mężczyzna o pseudonimie Oława uczestniczył w strzelaninie we Wrocławiu. „Zielony” i „Domino” nabijali się ze mnie, że po ciężkich treningach jeszcze mi się chce rozrabiać na mieście.

Przez dekadę o „Oławie” – gangsterze, nikt nie słyszał. I nagle, kilka dni temu, w czasie, gdy kibice wymyślili ten „Licznik Oławy”, kupiłem gazetę i przeczytałem „Oława zatrzymany za wymuszenia”. Oświadczam więc oficjalnie na moim oficjalnym blogu: wciąż jestem na wolności. I wciąż nie tak łatwo mnie zatrzymać. Niczego też nigdy nie wymuszałem, nawet fauli. No może, czasami…
Do zobaczenia za tydzień (chyba, że spotkamy się wcześniej na meczu)...
Trwa ładowanie komentarzy...