O autorze
Karierę rozpoczął w Gwardii Wrocław, reprezentował barwy trzynastu czołowych klubów w Polsce i za granicą. W prestiżowej Eurolidze grał 8 lat z pięcioma klubami a zadebiutował w tych rozgrywkach, jako pierwszy Polak, w 1996r. ze Spirou Charleroi. Barwy narodowe reprezentował 149 razy, zdobył osiem tytułów Mistrza Polski i mistrzostwo Belgii, wielokrotnie nagradzany tytułem MVP polskiej ekstraklasy. Najlepszy strzelec w historii Polskiej Ligi Koszykówki z wynikiem 10087 punktów. W roku 2012 zakończył karierę w barwach Śląska Wrocław.

Stawka jest większa niż 10000. Zwycięstwo

To prawie 10 tysięcy punktów. Starałem się o nich nie myśleć, choć kibice i dziennikarze - uwielbiający wszelkiego rodzaju rekordy - od dawna nie dawali mi spokoju. W ostatnich tygodniach czułem nawet, że chyba rzeczywiście muszę to zrobić, bo to już nie tylko moje osiągnięcie i wielka satysfakcja, ale życzenie przyjaciół – dziękuję za niesamowity, wzruszający doping napływający do mnie z całej Polski.

Nie ma rady, dziś muszę być nieskromny i coś wam w zamian obiecać: w środę we Wrocławiu zrobię wszystko, by… moja drużyna wygrała i stworzyła piękne widowisko. Ale jak mnie trener wpuści na parkiet, a „Skiba” poda, to coś od siebie też dorzucę. Powiedzmy, z sześć oczek.

Osobiste, dwójki, trójki. Nazbierało się tego trochę, sam jestem zaskoczony że aż 10 tysięcy, przecież dobrych parę lat grałem za granicą. Pierwsze punkty w w dorosłej klubowej koszykówce, która nazywała się wtedy „pierwszą ligą” zdobyłem w sezonie 1987/88, raczej już w drugiej części sezonu, po mojej osiemnastce. Być może dostanę sprostowanie od tych, którzy są biegli w statystykach, ale wydaje mi się, że to było w meczu Gwardii z Wisłą Kraków, chyba na wyjeździe, ale czapy sobie nie dam zrobić (czyli jak mówią niekoszykarze „głowy sobie nie dam uciąć”). Myślę jeszcze o meczu z Górnikiem Wałbrzych, ale to chyba był mecz w Pucharze Polski, a wyliczenia dotyczą polskiej ligi.

No a potem już poszło: Gwardia, Aspro, Mazowszanka Pruszków, Bobry Bytom, Prokom Trefl Sopot, Turów Zgorzelec i aż trzy razy Śląsk Wrocław (w latach 1997-2001, 2003-2004 i w tym sezonie). Żadnej drużyny chyba nie pominąłem, ale w dokładne wyliczenia nigdy się nie wgłębiałem, gdyż zawsze chodziło mi tylko o jedno – by drużyna, dla której rzucam, wygrała. Przecież w koszykówce, jak w każdym sporcie zespołowym, tylko o to chodzi, nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej i za stary jestem by zmienić zdanie. Dlatego, choć ogromnie się cieszę, że będę miał szansę spróbować rzucić ten dziesięciotysięczny punkt we Wrocławiu, to smutno mi, że moje pięć punktów w sobotę, nie przyczyniło się do kolejnego zwycięstwa Śląska Wrocław.

Niestety, środowy mecz we Wrocławiu - przesadziłbym, gdyby nie napisał, że dla mnie szczególnie ważny - będzie rozgrywał się w cieniu wielkiej tragedii. Przekazuję szczere wyrazy współczucia rodzinom i bliskim ofiar i ludziom, którzy ucierpieli w katastrofie pociągów.

Pewnie ci, którzy czytają ten wpis widzą już, że wyliczając polskie zespoły, dla których zdobywałem punkty zapomniałem o PBG Basket Poznań. Nie zapomniałem, zostawiłem ten zespół – przecież to nasz środowy rywal, trudny, bo to całkiem dobrze poukładana drużyna. A mecz z Basketem Poznań ma jeszcze dla mnie jeszcze jeden osobisty podtekst. Przecież tak naprawdę jutro nie stanę się najlepszym strzelcem w historii, tylko postaram się swój rekord wyśrubować ponad 10 000 punktów, by nie ułatwiać zadania młodszym kolegom, którzy będą mnie gonić i mam nadzieję, że nie stanie to się zbyt szybko. Na pierwsze miejsce w tej klasyfikacji wyszedłem w 2009 roku grając… w Poznaniu i dla Poznania. A jedną z osób, która cieszyła się z tego najbardziej i jako pierwsza mi gratulowała, był wspaniały gracz, któremu ów rekord odebrałem, czyli mój ówczesny trener…Eugeniusz Kijewski. No bo wygraliśmy mecz, a w sporcie zawsze chodzi tylko o zwycięstwo.
Trwa ładowanie komentarzy...