Mój kosmiczny mecz, czyli jak zagrałem… Adama Wójcika

rodzinka.pl
rodzinka.pl fot. K. Kurek/TVP
„Akcja, gramy. Panie Adamie, proszę zrobić wsad!”. Zimno było potwornie, za to rozgrzewki nie mieliśmy – ani ja, ani Tomek Karolak, kiedyś junior Znicza Pruszków. Ale reżyser kazał, więc jakiegoś tam slum dunka wykonałem. Choć dość rozpaczliwego. Jak nie wytną, to zobaczycie już w marcu… Nie zdradzę czy rodzinka Boskich z niskim skrzydłowym Karolakiem w roli głównej, wygrała mecz z familią silnych skrzydłowych Wójcików: Jasia, Szymona i Adama. Ale na planie rodzinki.pl nie byłem aktorskim debiutantem.

W tamtym roku wystąpiłem w serialu Disney'a „Do dzwonka Cafe”, a przed dekadą u Jarka Żamojdy, w „6 dniach Strusia”.



W slangu filmowym chyba można mnie nazwać aktorem charakterystycznym. Na razie, w każdym z tych filmów i seriali wcielałem się w rolę… koszykarza Adama Wójcika. I wydaje mi się, że reżyserzy mieli dobrą intuicję, obsadzając mnie w tej roli.

W „6 dniach Strusia” miałem dzięki temu dodatkowe zadania. Główny bohater, Tomasz Strusiński, którego grał Mariusz Frankowski, ma 172 centymetry wzrostu, ale dzięki zażyciu, cudownej mikstury a' la Lance Armstrong, trafia do kosza z każdej pozycji. To znaczy w filmie trafia. Tylko, że na planie nie bardzo. No to troszkę potrafiłem i za niego, i za siebie. Chociaż jest w tym filmie trochę science fiction, ale tego, że na filmowym treningu w górach, Mariusz, dźwiga mnie na plecach, nie dało się zmontować za pomocą efektów specjalnych. Na dodatek musieliśmy zrobić kilka dubli. Nadwagi nigdy nie miałem a mimo to jestem dość niewygodny do noszenia ;-). Jak widać bycie aktorem to ciężka praca. Dźwigać Adama Wójcika? Nie zazdroszczę.

http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/169188_18

Po za tym trzeba też trzymać nerwy na wodzy. W „Strusiu” była scena gdy mam przyznać się mojej filmowej siostrze, że podpisałem kontrakt ze złowrogą postacią. Ale aktorka tak przekonująco na mnie wrzasnęła, że się przestraszyłem i odruchowo odpowiedziałem „Oczywiście, że nie podpisałem!”. No bo przecież w życiu bym nie podpisał.

Ten udział w „6 dniach Strusia”, niezwykłe i sympatyczne doświadczenie, wracało do mnie od czasu do czasu, aż do ostatniego dnia kariery sportowej. Na premierę w lutym 2001 przyszła cała drużyna Śląska Wrocław z naszym ówczesnym trenerem Andrejem Urlepem, który przedtem był w polskim kinie tylko raz. Na „Ogniem i mieczem”. Przed filmem graliśmy mecz w Suprolidze z Montepaschi Siena, a ja byłem chory i na antybiotykach. Nie wiem, czy sprawiła to trema aktora-debiutanta czy gorączka, ale zagrałem jeden z najlepszych meczów w życiu. A gdy 11 lat później w kwietniu ubiegłego roku jechaliśmy nad morze na mecz z Treflem Sopot w ćwierćfinale play off Robert Skibniewski włożył płytę dvd ze „Strusiem” do odtwarzacza w autokarze. W ten sposób motywował moich kolegów z Śląska, choć wywołało to więcej śmiechu i komentarzy pod adresem moich zagrywek oraz umiejętności… aktorskich. Pytali, czy w ostatnim meczu w karierze też tak będę fruwał nad koszami… I czy nadal czuję się Claudią Schiffer koszykówki.

http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/169188_21

Lubię kino. Zawsze lubiłem. Ostatnio siedziałem jak zaczarowany na „Django” Quentina Tarantino. Powinien dostać Oskara. Ale wytrzymałem też dzielnie do końca seansu gdy w 1995 roku moja narzeczona Krysia uprowadziła mnie z Pruszkowa do Warszawy na „Uprowadzenie Heleny”, w którym głównej bohaterce najpierw obcinano ręce a potem nogi lub odwrotnie... Ten koszmar śni mi się do dziś.

Oglądałem oczywiście „Kosmiczny mecz” z Jordanem, który zagrał Jordana, kilka filmów, w których Shaquille O'Neal zagrał Shaqa i wiele innych fabuł o koszykówce, ale za najprawdziwszy film o sporcie uważam „Męską grę” Olivera Stone'a. Wprawdzie ten film z Al Pacino opowiada o futbolu amerykańskim, ale pokazuje bezwzględne reguły rządzące zawodowym sportem na całym świecie.

To może już lepiej oglądać familijną rodzinkę.pl, co rodzinka Wójcików czyni regularnie. Następny sezon obejrzymy z wielką przyjemnością, gdyż Boscy będą prowadzić naprawdę aktywny, sportowy tryb życia, do czego zachęcam także moich Czytelników i ich rodzinki.
Trwa ładowanie komentarzy...