Koszykarze nie płaczą. No może, czasami

Czy płaczę w kinie? A skąd. Ale to pewnie dlatego, że najbardziej lubię filmy akcji i nie daję się wyciągnąć na melodramaty. Czy wzruszam się oglądając seriale? Nieszczególnie. Może ma to związek z tym, że ich nie oglądam. Mam łzy w oczach gdy łapię groźną kontuzję, zrywam więzadła i czuję się bezsilny, bo może to oznaczać, że już koniec z graniem? Nie bardzo - jestem odporny na ból i jednak dość mocny psychicznie...

A na parkiecie, w trakcie meczu? Cóż, zdarzyło się. 7 marca 2012 roku. Choć wiedziałem co się święci, nie będę ukrywał, że już w piątej minucie pierwszej kwarty łzy stanęły mi w oczach. To była jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Dziękuję WSZYSTKIM, którzy się przyczynili do tych moich łez.

Przed meczem, w którym miałem rzucić co najmniej 6 punktów by osiągnąć 10 000, byłem porządnie zdenerwowany, no ale robiłem dobrą minę do… dobrej gry. I zaczęło się… Zresztą co ja będę państwu opowiadał - wciąż jeszcze nie do końca doszedłem do siebie i pewnie znowu bym się wzruszył - sami zobaczcie:

http://plk.pl/pl/2,wiadomosci/10440,Wideo-Wyjatkowy-dzien-Adama-Wojcika.html

W moim blogu „wrzucam osobiście”, więc dziś będzie dużo osobistych…
Podziękowań.

Może nie 10 000. Ale prawie.

Nie byłoby mnie tego dnia na parkiecie gdyby nie fantastyczna praca lekarzy - dr. Andrzeja Puźniaka i dr. Macieja Kentla oraz rehabilitacji u dr Andrzeja Czamary- dziękuję.

2500 razy dziękuję Kibicom, którzy uświetnili to widowisko we wrocławskiej hali Orbita. I tym licznym, którzy nie mogli przybyć, ale oglądali transmisję lub po prostu byli ze mną w tym czasie i przesyłali gratulacje sms-ami, mailami, wpisami na przeróżnych forach internetowych. Było tego trochę, nawet więcej niż trochę.

Za wszelkie honory, którymi mnie obdarowali podczas meczu dziękuję Prezydentowi Wrocławia Rafałowi Dutkiewiczowi, Prezesowi PLK Jackowi Jakubowskiemu, Sekretarzowi Generalnego PZKosz Marcinowi Widomskiemu, władzom DZKosz oraz Czytelnikom, Redakcji i Redaktorowi Naczelnemu Gazety Wrocławskiej Arkadiuszowi Franasowi oraz jej reporterom Pawłowi Kucharskiemu i Jackowi Antczakowi.

Dziękuję wszystkim mediom, które nagłośniły to wydarzenie i dopingowały mnie, bym miał to już za sobą. Ta presja się przydała i chyba nieźle wywiązałem się z zadania.
Stanisławowi Szelcowi z wrocławskiej Elity dziękuję za publiczne wyrażenie „głosu ludu”. A co tam - fragment przytoczę, bo i tak aż takiego wyzwania się nie podejmę:

„Z analizy wszelkich badań wynika/że Wrocław kocha Adama Wójcika (…)Trzeba dać mu jakieś godne stanowisko / Żeby się nie zmarnowało chłopisko/Wola ludu czasem cuda sprawia/Zgłośmy Go na Króla Wrocławia”

Dziękuję Prezesowi Marcinowi Macewiczowi za Tytana Koszykówki i firmie SELENA S.A, która, co tu kryć, za tą efektowną i wspaniałą imprezę dla mnie oraz - mam nadzieję - wszystkich przybyłych, po prostu zapłaciła. Za wsparcie równie wdzięczny jestem firmom UNIT4TETA i INSERT.

Dziękuję także tym osobom, które swoją pracą i pomocą przyczyniły się do organizacji tego wydarzenia-nigdy WAM tego nie zapomnę!

Rzuciłem w polskiej lidze 10 000… to znaczy już 10 029 punktów. Wielkie podziękowania składam, więc klubom, które umożliwiły mi osiągnięcie tego wyniku Gwardii Wrocław, Mazowszance Pruszków, Bobrom Bytom, Prokomowi Trefl Sopot, PBG Basketowi Poznań (sorry, ale w środę, po prostu musiałem rzucać do waszego kosza), Turowowi Zgorzelec i absolutnie wyjątkowo Śląskowi Wrocław.

Dziękuję pracownikom tych klubów, kolegom z zespołów oraz trenerom, z którymi miałem zaszczyt pracować, w tym Miodragowi Rajkovic'owi i kolegom z zespołu Śląska Wrocław nie tylko za to, że ten ważny dla mnie mecz okazał się - dzięki wam -zwycięski.
Szczególnie niskie ukłony należą się mojemu pierwszemu trenerowi Krzysztofowi Walonisowi, bez którego nie byłoby Wójcika- koszykarza.
Mój rekord dedykuję wszystkim wielkim koszykarzom, których wyczyny strzeleckie- według oficjalnych statystyk- zostały przeze mnie pobite. Pamiętam i chylę czoła dla waszych osiągnięć!

A jak ktoś chce przeżyć to ze mną jeszcze raz to na koniec jeszcze dwa filmowe wspomnienia plus dziennikarska relacja (wiem, wiem, na tym drugim filmie widać, jak zajadam się wielkim tortem, ale do meczu z Kotwicą Kołobrzeg miałem jeszcze cztery dni i już wszystko zrzuciłem, żeby w niedzielę jeszcze coś dorzucić do tego rekordu :)

http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/525469,10-tysiecy-punktow-adama-wojcika-filmy-relacja-z-meczu,id,t.html
Trwa ładowanie komentarzy...