O autorze
Karierę rozpoczął w Gwardii Wrocław, reprezentował barwy trzynastu czołowych klubów w Polsce i za granicą. W prestiżowej Eurolidze grał 8 lat z pięcioma klubami a zadebiutował w tych rozgrywkach, jako pierwszy Polak, w 1996r. ze Spirou Charleroi. Barwy narodowe reprezentował 149 razy, zdobył osiem tytułów Mistrza Polski i mistrzostwo Belgii, wielokrotnie nagradzany tytułem MVP polskiej ekstraklasy. Najlepszy strzelec w historii Polskiej Ligi Koszykówki z wynikiem 10087 punktów. W roku 2012 zakończył karierę w barwach Śląska Wrocław.

O bałkańskich furiatach zakochanych w koszu

Widziałem w środę Andreja. Kopał bandę z reklamami, pokrzykiwał i poszturchiwał chłopaków z Koszalina. Prawdę pisząc nigdy nie widziałem żeby Urlep w czasie meczu zachowywał się inaczej. W ogóle nie widziałem trenera pochodzącego z Bałkanów, który nie zasłużyłby na ksywę, którą przylgnęła do Urlepa: El Furiato. Tacy są prawie wszyscy, ale tylko na parkiecie.

Po meczu, a nawet w trakcie podczas time –outów - przemieniają się w chłodnych analityków i taktyków. Po powrocie do domu siadają przed telewizorami, włączają odtwarzacze CD, oglądają i coś sobie notują. Wszyscy są kinomaniakami, ale ich kolekcje płyt są ograniczone do jednego gatunku filmowego: mecze koszykówki. Nie znajdziecie u nich filmów Emira Kusturicy, filmów akcji, ani nawet „Maczety”, na której jak twierdzi Michał Kondraciuk wzrusza się Adam Wójcik (Pozdrawiam, Michale). Nie, ale w tym swoich kolekcjach konesera koszykówki mają takie perełki jak film akcji: Prokom – Trefl, horror Śląsk – Anwil albo nawet thriller klasy B typu ŁKS- Politechnika. Ale nie ważne, że nie zawsze jest to kino najwyższych lotów. Najchętniej i tak oglądają filmy z udziałem aktorów, z którymi ich drużyna gra najbliższe spotkanie.

Dziś trenuje mnie serbski szkoleniowiec, Miodrag Rajković. Młodszy ode mnie, co nie jest specjalnie trudnym osiągnięciem, miłośnik Sienkiewicza, niezwykle dowcipny, inteligentny i oczytany, a do tego z ogromną wiedzą o koszykówce, tytan pracy. Ale w trakcie meczu też wstępuje w niego El Furiato. No, a po też ogląda mecze następnych rywali, a potem nam opowiada o umiejętnościach, także aktorskich, poszczególnych zawodników.

Bałkański temperament? Pewnie tak, ale to pozytywna cecha. To miłość do koszykówki. Bezwarunkowa, wpisana w geny. Taka, jak Brazylijczyków do piłki nożnej. Bo w ojczyznach wielkich trenerów Dudy Ivkovic'a, Dusana Ivanovic'a, Bogdana Tanjevic'a, Zeljko Obradovic'a a także znanych z pracy w Polsce m.in. Saso Filipovskiego i Miodraga Rajkovica koszykówka jest jak religia. Tyle, że nie budzi złych demonów, ale sportowe emocje i absolutnie profesjonalne traktowanie tematu.

Wszystkie drużyny, które wpadają w bałkański kocioł, mają spore kłopoty. Sam przeżyłem tam kilka bolesnych porażek najpierw z reprezentacją Jugosławi, a potem z drużynami, które powstały po jej rozpadzie. Ale były też triumfy, zwłaszcza, w naszym wrocławskim kotle – Hali Ludowej. Kto wie, gdybyśmy trzy lata temu podczas Mistrzostw Europy grali tu z Serbami…

Oczywiście, wśród naszych rodzimych trenerów i obcokrajowców z innych krajów, również jest wielu znakomitych fachowców, oryginałów z niekonwencjonalnymi zachowaniami, którzy poza koszykówką świata nie widzą. Mój pierwszy i wieloletni trener w Gwardii i juniorskiej reprezentacji była dla wielu koszykarzy jak ojciec, Muli Katzurin w Śląsku fundował nam treningi o 5 rano, z Eugeniuszem Kijewskim w reprezentacji i Prokomie święciłem triumfy, a w Poznaniu dostałem drugie, no nie trzecie, albo nawet czwarte, koszykarskie życie. Ale miałem też takiego trenera, który na treningu – reprezentacji – rzucał nam piłkę i kazał nam się o nią bić niemal czołgając się po parkiecie. Cóż, taka metoda, choć sukcesów nie przyniosła. Ślizgi siatkarskie rzadko przydają się w koszykówce…

Ale piszę o trenerach z krajów byłej Jugosławi, bo w najbliższych eliminacjach Mistrzostw Europy Polaków znów poprowadzi prawdziwie bałkańska ekipa. Czy Słoweniec Ales Pipan przejdzie eliminacje i w przyszłym roku w rodzinnej Słowenii, ma szansę osiągnąć z Marcinem, Maciejem, Michałem (Gortatem, Lampe, Ignerskim) i spółką, sukcesy na miarę tego, który dokładnie 50 lat temu, w 1962, osiągnęła reprezentacja Polski w Hali Ludowej, zdobywając srebrny medal (dementuję plotki - nie grałem w tym meczu, ba, urodziłem się 8 lat później)? Nie wiem, życzę nam tego. Ale z pewnością nie raz Pipan kopnie bandę i skrzyczy naszych reprezentantów – taki los, jesteśmy przyzwyczajeni. Tylko jestem pewien, że nawet po przegranym meczu Pipan wpuści wszystkich chłopaków do autobusu. Pamięć jest zawodna, więc przypominam, że to nie Słoweniec Urlep, tylko Muli Katzurin, nie pozwolił wracać autobusem z drużyną Robertowi Stelmahersowi, bo był na niego wściekły po przegranym wyjazdowym meczu Śląska . Ale może wymyśli jakąś inną karę za łamanie systemu gry. Cóż, w bałkańskim profesjonalizmie system to podstawa.

PS

Drodzy Czytelnicy, mój poprzedni wpis - o hymnie - nie jest moim wpisem, tylko odpowiedzią na telefoniczne pytanie dziennikarza portalu naTemat, którą redaktorzy umieścili po prostu na moim blogu.
Trwa ładowanie komentarzy...