O autorze
Karierę rozpoczął w Gwardii Wrocław, reprezentował barwy trzynastu czołowych klubów w Polsce i za granicą. W prestiżowej Eurolidze grał 8 lat z pięcioma klubami a zadebiutował w tych rozgrywkach, jako pierwszy Polak, w 1996r. ze Spirou Charleroi. Barwy narodowe reprezentował 149 razy, zdobył osiem tytułów Mistrza Polski i mistrzostwo Belgii, wielokrotnie nagradzany tytułem MVP polskiej ekstraklasy. Najlepszy strzelec w historii Polskiej Ligi Koszykówki z wynikiem 10087 punktów. W roku 2012 zakończył karierę w barwach Śląska Wrocław.

Świąteczne urodziny, czyli mój rzut bardzo osobisty

Święta Wielkanocne, to najlepszy moment na powrót do blogowego życia i złożyć Czytelnikom mojego bloga i całego portalu NaTemat, najszczersze życzenia Wszystkiego Co Najszczęśliwsze, i to nie tylko w tym szczególnym czasie. Dla mnie osobiście, ten świąteczny czas, a zwłaszcza pierwszy dzień, na który w tym roku przypadają moje urodziny, to chyba niezły pretekst, by wskrzesić bloga, gdzie od kilku miesięcy panowała cisza.

Obiecywałem Czytelnikom i staram się by było tu zawsze bardzo osobiście, a ponieważ 20 kwietnia, 44 wiosny temu, przyszedłem na świat, to pomyślałem, że tym razem przydałoby się coś na temat urodzin. Tylko jak to napisać w kontekście koszykarskim? Po za tym przecież nikt nie pamięta swoich własnych urodzin.
I tu ułatwię sobie blogerskie zadanie, może nawet kilka razy, jeśli taka będzie wola moich Czytelników. Wspomogę się fragmentami pewnej biografii, która ku mojej radości, kilka miesięcy temu ujrzała światło dzienne. Powinienem już dawno ją w tym miejscu zareklamować, ale trochę było mi niezręcznie, przede wszystkim ze względu na bohatera tej blisko 400-stronicowej opowieści, w której zresztą pojawiają się też kawałki z tego bloga.
No to startujemy.

Poniżej pierwszy z fragmentów książki pt. "Adam Wójcik. Rzut bardzo osobisty"* autorstwa Jacka Antczaka. Za zgodę na przedruk cytatów dziękuję autorowi oraz wydawnictwu Sine Qua Non. Zacznijmy od fragmentów rozdziału pt "Urodzony koszykarz".
--------------
"Kwiecień 1970 roku. Wybrzeże Gdańsk – Śląsk Wrocław – 69:68, Spójnia – Śląsk 81:83. Te wyniki w ostatnich meczach sezonu oznaczają, że wrocławska drużyna po raz drugi w historii została mistrzem Polski. Świętująca akurat dwudziestolecie istnienia Gwardia Wrocław kończy ten sezon w połowie stawki II ligi. Chwilę później reprezentacja Polski stawia duży opór w meczu towarzyskim z Jugosławią, która zaraz potem zostaje mistrzem świata.
W tym samym czasie, a dokładniej 20 kwietnia 1970 roku, o godzinie 8:15 w szpitalu powiatowym w Oławie na świat przychodzi Adam Wójcik. Jego mama, Helena, wówczas dwudziestodwuletnia, i tato Jerzy, który miał lat dwadzieścia dziewięć, ciepło wspominają tamten dzień, tym bardziej że, jak wynika z książeczki zdrowia Adama Wójcika, „przebieg okresu noworodkowego był prawidłowy”, a „stan dziecka po urodzeniu – dobry”.
„Adam jest oławianinem, ja urodziłam się 1 lipca 1948 roku w wiosce Chwarstnica pod Gryfinem, w województwie szczecińskim”, opowiada Helena Wójcik, z domu Baraniecka.
Dziadkowie Adama ze strony mamy przenieśli się tam po II wojnie światowej z miejscowości Obertyn w województwie stanisławowskim, czyli z Wołynia. „Do dzisiaj się ze mnie śmieją, że jestem szlachcianką z zagrody, bo, jak często chwalił się dziadek Adama, pochodzimy ze
szlachty zaściankowej”, mówi Helena Wójcik (...).
Jerzy, tato Adama, przyszedł na świat 18 lutego 1941 roku w Józefinie, wiosce w gminie Korzec w powiecie rówieńskim w województwie wołyńskim. Tuż po wojnie jego rodzice przyjechali na Dolny Śląsk, mieszkał więc w Oławie od czwartego roku życia. (...)
1 lipca 1967 roku urodził im się syn Marian, a dwa i pół roku później drugi – Adam. Po urodzeniu mierzył 53 centymetry i ważył 3600 gramów. Kiedy zaczął trenować koszykówkę, w wieku trzynastu lat, miał 174 centymetry wzrostu. Z założonej wówczas już we Wrocławiu karty zdrowia sportowca wynika, że co trzy miesiące przybywało mu około 2 centymetrów. Na wadze przybierał jednak wolniej. W styczniu 1973 roku był już „metrowym chłopcem”, a w lipcu 1983, kiedy zaczął grać w koszykówkę, mierzył 175 centymetrów przy wadze zaledwie 48,7 kilograma.
W kwietniu 1984, w dniu swoich czternastych urodzin, osiągnął 180 centymetrów i był cięższy o 5 kilo, co nadal nie było imponującym wynikiem. Gdy, jako piętnastolatka, mierzono Adama w Poradni Sportowo-Lekarskiej przy Alei Olimpijskiej 35 we Wrocławiu, miał już metr dziewięćdziesiąt. Ważył 64,3 kilograma. „Nie ma co ukrywać, był z niego straszny patyk”, przyznaje pierwszy trener Adama Krzysztof Walonis.„I dziwnie przy tym wyglądał, były nogi, a potem głowa, tułowia prawie nie miał”, dodają koledzy z pierwszej drużyny, w której grał.
„To fizjologia – mówi doktor Andrzej Czamara, rektor Wyższej Szkoły Fizjoterapii. – To się potem przerodziło w idealne jak dla koszykarza proporcje ciała Adama. Czamara dokładnie wymierzył koszykarza, bo przez dwadzieścia lat kilkanaście razy czuwał nad jego rehabilitacją i doprowadzał go do pełnej sprawności po wszelkich urazach i kontuzjach.
Dwumetrowym dryblasem Wójcik stał się jeszcze przed osiemnastymi urodzinami. Myli się jednak ten, komu wydaje się, że w końcu zatrzymał się przy najczęściej podawanych 208 centymetrach. W zależności od ustaleń klubów, w których akurat grał, Wójcik później malał – najczęściej do 206 centymetrów, ale czasem aż do 204 – lub rósł do 209 (wystarczy spojrzeć choćby na oficjalną stronę reprezentacji lub sprawdzić w Wikipedii). W ostatnim roku, gdy grał w Śląsku Wrocław, na papierze mierzył aż 210 centymetrów. „Czyli po amerykańsku, bo w NBA mierzą w butach i to jest oficjalny pomiar. Ale na boso, czyli według polskich przepisów, mam jednak dwa osiem”, przyznaje Wójcik. Jego żona Krystyna poznała Adama w 1990 roku jako młodzieńca o oficjalnym wzroście 201 centymetrów, ale po paru miesiącach na obozie kadry ustalono, że ma 204 i tak właśnie przez kilka lat wpisywano w protokoły, chociaż Adam nadal rósł, by osiągnąć swój dzisiejszy wzrost w wieku dwudziestu trzech lat.
Adam chodzi w butach o europejskim numerze 50 i nosi ubrania w rozmiarze XXL. Z biegiem czasu wreszcie „przytył” i przez prawie dwie dekady, aż do końca kariery, bez problemu trzymał wagę między 105 a 110 kilogramów. I to mimo że zawsze jadł, co chciał. Nie tył nawet, gdy objadał się jednym ze swoich ulubionych dań: frytkami z majonezem (...)".
CDN. W następnym wpisie.

* W prezencie dla wiernych kibiców z okazji 44 urodzin, w księgarni internetowej wydawnictwa SQN książkę pt. "Adam Wójcik. Rzut bardzo osobisty" do jutra (21 kwietnia), można nabyć z 44-procentową zniżką. Książkę znajdziecie na stronie
księgarni Labotiga
Trwa ładowanie komentarzy...